Idealnie utożsamiło się z nim moje życie... dokładniej to co teraz przeżywam, czuję...
Holly i Gery, dwie bratnie dusze, kochające się bez granic... Śmiali się nawet gdy się kłócili.
Dobry sposób na odreagowanie emocji...
Nagle Gery umiera na guza mózgu...
Główna bohaterka nie potrafi sobie poradzić z tą tragedią...Mijają dni, tygodnie miesiące.
Ale ona nadal tkwi z jego urną w łóżku, wspominając wspólnie spędzone chwile, te dobre i te złe.
On, przed śmiercią wpadł na pomysł, jak pomóc jej zapomnieć... jak pomóc jej przejść przez ten ciężki dla niej okres w życiu.
Więcej wam nie mogę powiedzieć...
Pewnie spytacie dlaczego uważam że ten film odzwierciedla moje uczucia, życie.
Otóż, ja również stracilam bliską mi osobę, ale w inny sposób niż Holly z filmu.
Tak samo, byliśmy bratnimi duszami, przynajmniej tak mi się wydawało...Nagle, coś we mnie pękło...
W dobrym momencie odcknełam się i zrozumiałam co tak naprawdę dzieję się ze mną... z moim życiem dzięki tej miłości.
Ta miłość, nie była, nie jest... zwyczajną miłością.
To miłość nie tylko namiętna, prawdziwa, ale i obsesyjna.
W jednym momencie zawładneła całym moim życiem.
Manipulowała mną.
Byłam tak zaślepiona że nie widziałam tego że mnie niszczy.
Wyżera od środka.
Dzisiaj w nocy, zadałam sobie pytanie...
Czy warto poświęcać życie, za chwilę szczęścia...?
Do tej pory nie znam odpowiedzi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz